KOMENTARZ: Rosyjska wojna informacyjna a relacje polsko-ukraińskie

Okupacja Krymu i rozpoczęta w 2014 r. wojna przeciwko Ukrainie była przedłużeniem strategii Kremla, mającej na celu odnowienie oraz zachowanie swoich wpływów w regionie. Poza operacjami militarnymi ważnym, a wręcz kluczowym komponentem tej strategii jest wojna informacyjna, którą Rosja aktywnie prowadzi już kilka lat na różnych kierunkach. Można stwierdzić, iż od 2014 r. właśnie część informacyjna rosyjskiej wojny stanowi nie mniejsze zagrożenie dla porządku demokratycznego, niż otwarte działania wojenne.

Jednym z elementów wojny informacyjnej jest rozpowszechnianie propagandy i dezinformacji. Należy przy tym rozumieć, iż celem takich działań jest wpływanie na pogorszenie stosunków między państwami sojuszniczymi. Jest więc zrozumiałe, iż relacje polsko-ukraińskie stały się jednymi z priorytetowych dla prowadzonej przez Rosję wojny informacyjnej. Polska była i wciąż pozostaje dla Ukrainy niezawodnym sojusznikiem w jej procesie eurointegracyjnym oraz na odcinku współpracy z NATO, co jest właśnie głównym problemem dla Federacji Rosyjskiej.

Słabym punktem wzajemnych relacji pomiędzy Ukrainą a Polską jest temat historii. Nadmierne akcentowanie tematów historycznych we współczesnym dyskursie politycznym przyczynia się do generowania napięcia między oboma państwami i, jak łatwo zauważyć, Rosja wykorzystuje taką sytuację przeciwko nam. Ponieważ historia zawsze niesie ze sobą komponent emocjonalny, tym łatwiej nią manipulować oraz zajmować przestrzeń informacyjną. Warto też pamiętać, iż właśnie informacja jest głównym elementem polityki czy procesów decyzyjnych. Od tego jaką informacją dysponujemy będzie też zależeć trafność lub jej brak przy podejmowaniu konkretnych decyzji.

Tematem, który operatywnie wykorzystuje Federacja Rosyjska w swojej wojnie informacyjnej, jest niszczenie ukraińskich cmentarzy w Polsce oraz polskich na Ukrainie. Jest wysoce prawdopodobne, iż wszystkie tego typu akcje mają swoich kuratorów w Moskwie. Akty wandalizmu były odnotowywane jeszcze w 2014 r., właśnie wtedy rosyjskie media rozpoczynały swój przekaz o „niechęci Polaków do jednania się z banderyzmem” i „braku akceptacji Polski dla nowej polityki Ukrainy”. Natomiast akty wandalizmu na terytorium Ukrainy były przedstawiane w Rosji jako „wzrost nazizmu i faszyzmu na Ukrainie” oraz „przykład banderyzacji Ukrainy”.

Warto podkreślić, iż Moskwa aktywnie wykorzystuje słowa „banderyzacja/banderowiec”, które także funkcjonują w dyskursie medialnym czy publicznym w Polsce. W Rosji termin „banderowiec” oznacza przede wszystkim antyrosyjskiego Ukraińca, rusofoba, z kolei w Polsce ma on kilka znaczeń i w ogólnym kontekście używany jest jako określenie wszystkich Ukraińców, którzy gloryfikują ideologię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) oraz walkę Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jednak rosyjskie, czy jeszcze wcześniejsze sowieckie określenie „banderowca”, jako okrutnego Ukraińca-nacjonalistę, który może tylko mordować przedstawicieli innych narodów, funkcjonuję także w Polsce i najczęściej jest powiązane z wydarzeniami na Wołyniu z 1943 roku.

Dewastacje ukraińskich cmentarzy w Polsce miały nieco inny wydźwięk, niż niszczenie tych polskich na Ukrainie. Można przypuszczać, iż właśnie na to liczyła Rosja. Działalność OUN czy UPA mają w Polsce dominująco negatywną konotację, stąd rosyjska propaganda na tym polu była bardziej efektywna. Brak klarownej reakcji polskich władz wobec potępienia takich działań mógł sprzyjać rosyjskiej propagandzie, w jej wysiłkach na rzecz przekonywania Ukraińców, że Polska traci zainteresowanie Ukrainą, ale także że przestaje być ważnym sojusznikiem. Natomiast w mniejszym już stopniu rosyjska propaganda mogła zadziałać w Polsce w sprawie aktów wandalizmu wobec polskich miejsc pamięci na Ukrainie. Szybka i jednoznaczna reakcja ukraińskich władz wobec tych sytuacji zminimalizowały wpływ rosyjskiej propagandy i dezinformacji w Polsce. Dowodzi to, iż w przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie na odcinku dewastacji miejsc pamięci najskuteczniejsza jest jasna i potępiająca takie zajścia ocena ze strony oficjalnych przedstawicieli obu państw. Kolejnym elementem jest ścisła współpraca pomiędzy oboma krajami na rzecz wykrycia i upublicznienia nazwisk przestępców, odpowiedzialnych za tego typu akcje. Połączenie publicznego potępienia ze skutecznym śledztwem zniweluje skuteczność rosyjskiej propagandy na tym konkretnym odcinku działań.

Drugim obszarem tematycznym rosyjskiej wojny informacyjnej stały się „wzajemne roszczenia terytorialne” Ukrainy i Polski. Wyciągając marginalnych aktywistów czy niewydarzonych polityków udaje się rosyjskiej propagandzie od czasu do czasu rozgrzać sprawy „ukraińskiego Przemyśla” czy „polskiego Lwowa”. Mimo tego, iż Warszawa i Kijów na poziomie oficjalnym starają się odcinać od tego typu narracji, propagandystom z Moskwy udaje się częściowo przekonywać obydwie strony, iż istnieją środowiska, które mogą rozpocząć realizować takie plany. Szczególnie aktywnie rozpowszechnianie tego typu wątków odbywa się na portalach społecznościowych. Na tym polu konieczna jest współpraca służb specjalnych obu państw, które jednocześnie powinny uprzedzać rządy o zagrożeniach, wynikających z rozprzestrzeniania się tego typu narracji. Prowokowanie „nostalgii” za „polskim Lwowem” czy „ukraińskim Przemyślem” w kontekście wojny Ukrainy z Rosją będzie miało negatywny wpływ na dobrosąsiedzkie relacje polsko-ukraińskie. Rosja, okupując Krym, stara się rozgrywać kwestię redefinicji granic w przestrzeni informacyjnej, przy okazji jeszcze rozdrażniając polskie i ukraińskie społeczeństwo.

Trzecią kwestią jest kreowanie nienawiści pomiędzy Ukraińcami a Polakami na tle dyskusji historycznych. Rosyjska propaganda stara się pokazać jak wzrasta negatywne nastawienie Polaków do obywateli Ukrainy za pomocą organizacji w Polsce różnego rodzaju nielicznych antyukraińskich akcji, w których przede wszystkim głównym tematem był „Wołyń 1943”. Co prawda tego typu przedsięwzięcia były raczej ignorowane przez ukraińskie media, a i w Polsce faktycznie nie zdobyły tak wielkiego rozgłosu. Poza spaleniem „ukraińskiej flagi” na Marszu Niepodległości w Warszawie 11 listopada 2016 r. oraz antyukraińskiego okrzyku podczas Marszu Orląt Przemyskich i Lwowskich w Przemyślu 10 grudnia 2016 r.

Analogiczne akcje na Ukrainie były bardzo słabo zorganizowane i udawało się je ujawniać na samym początku. Ostatnim tego typu ujawnionym przedsięwzięciem było zablokowanie trasy Lwów-Rawa Ruska w rejonie wsi Grzęda (Гряда, obwód lwowski, rejon żółkiewski), pod koniec marca br. Rosyjska machina propagandowa przedstawiała to wydarzenie jako działanie zorganizowane przez „etnicznych Polaków, którzy oskarżali ukraińską władzę o rozpalanie konfliktu narodowego”. Protestujący stali z różnymi plakatami, jednym z których był napis „Wołyń w sercach”, co wyraźnie miało nawiązywać do polsko-ukraińskich dyskusji historycznych. Ukraińskie media, a w ślad za nimi i polskie, powołując się na ukraińskich funkcjonariuszy policji, poinformowały o tym, iż wydarzenie było zamówione oraz sprostowały, iż w akcji nie wzięli udziału żadni przedstawiciele etnicznych Polaków.

Z tym ostatnim wydarzeniem można zresztą powiązać ostrzelanie z granatnika Konsulatu Generalnego RP w Łucku, który wraz z protestem tzw. etnicznych Polaków miał dać rosyjskiej propagandzie argumenty, iż Ukraina staje się niebezpieczna dla Polaków. Relacjonując ostrzał konsulatu, rosyjskie media nie przegapiły możliwości podkreślania elementów historycznych w relacjach polsko-ukraińskich. Optymizmu całej sprawie dodaje jednak fakt, iż Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) bardzo aktywnie zajęła się śledztwem w tej sprawie i już podała nazwiska organizatorów, powiązania których prowadzą do Rosji. Rzetelne przedstawienie faktów, które wykazują zleceniowy charakter różnych akcji antyukraińskich czy antypolskich, niszczą rosyjską propagandę i dezinformację na tym odcinku.

Istnieje jeszcze czwarty komponent, który Rosjanie mocno wykorzystują w swojej propagandzie – to zagadnienie ukraińskich migrantów w Polsce. Ten temat zasługuje jednak na oddzielny tekst oraz gruntowny opis, gdyż może on stanowić największe zagrożenie dla relacji polsko-ukraińskich, spośród tych opisanych wyżej.

To tylko część obszarów tematycznych, które wytrwale wykorzystywane są przez Rosję w jej wojnie informacyjnej, ukierunkowanej na pogorszenie stosunków pomiędzy Ukrainą a Polską. Ogólny ich przegląd pokazuje raczej istniejące problemy, wskazując na te wywołujące emocję kwestie, które Moskwa wykorzystuje w swojej propagandzie.

Zwycięstwo nad dezinformacją i propagandą można osiągnąć za pomocą wykrywania kłamstw i manipulacji. Obecna sytuacja, w której wysiłki na tych odcinkach skierowane są na przeciwstawianie sobie Polski i Ukrainy, powinna doprowadzić do zdania sobie sprawy, iż przeciwdziałać wojnie informacyjnej ze strony Kremla można jedynie wspólnymi siłami i jednakową reakcją na działania Rosji. Wykrywanie i osądzenie przestępców, odpowiedzialnych za prowokacje zniweczy działania propagandowe na tym odcinku. Dlatego też kluczowym aspektem zwalczania rosyjskiej propagandy będzie jej wykrywanie i popularyzacja związanych z tym efektów w naszych społeczeństwach.

Olga Popowycz